niedziela, 26 czerwca 2011

Grand Prix Cardiff : Hancock ponownie liderem!

Hej, hej znowu jestem liderem!

Ach co to było za Grand Prix! Prawie 45 tysięcy ludzi było świadkami niezwykle spektakularnej walki na torze. Pomijając fatalną postawę Polaków, na brak emocji raczej nie można było narzekać. To było najbardziej widowiskowe Grand Prix z dotychczas rozegranych. Oglądając batalie najlepszych zawodników globu, nie raz i nie dwa wstawałam z sofy z nadmiaru wrażeń. Oczy wychodziły mi z orbit gdy widziałam te mijanki na torze i walkę łokieć w łokieć. Po prostu kwintesencja żużla! Niezmiernie się cieszę, że na najwyższym stopniu podium stanął mój faworyt do zdobycia IMŚ 2011 - Greg Hancock. Ten przesympatyczny Amerykanin radził sobie w Cardiff bardzo dobrze, a w finale po dobrym starcie mknął do mety po zwycięstwo. Drugie miejsce zajął świetnie dysponowany na Millennium Stadium - Nicki Pedersen, a trzecie Australijczyk Chris Holder, który mimo nie najlepszego początku, od trzeciej serii startów radził sobie wyśmienicie. Poza podium znalazł się młodziutki Rosjanin Sajfutdinow, który w pierwszej odsłonie finału został wykluczony za upadek. Nareszcie "Rosyjska rakieta" wróciła z księżyca i dała zalążek nadziei, że jeszcze w tegorocznym cyklu GP powalczy o podium. Oczywiście tu od razu muszę nadmienić, że całkowicie nie zgadzam się z decyzją arbitra - szanownego pana Grodzkiego. Zresztą to nie pierwsza jego nieprawidłowa decyzja w tym tygodniu, jak i w tym sezonie. Chyba był jeszcze pod wpływem zielonogórskich specjałów od środowego odwołanego meczu. Innej opcji nie widzę. Wykluczając Emila, chyba nie widział na oczy. Po nierównym starcie i walce w pierwszym łuku, Rosjanina wyniosło na bardziej odsypaną część toru i naturalnym jest, że pociągnęło do bandy. Co prawda realizatorzy Canal + pokazali, jak uważnie sędzia śledził powtórki z okularami na nosie.. Przy takiej decyzji nie przychodzi mi nic innego do głowy jak polecić sędziemu mojego okulistę ( jest naprawdę dobry, bo teraz widzę każdy numer nadjeżdżających autobusów ). Nie będę już więcej tego rozwijać. Decyzja nietrafna to raz, a drugie - wyścig powinien być zatrzymany wcześniej, przecież Rosjanin chciał "ukraść start". No ale nie ważne, wróćmy już do samych zawodów.

Nasz Mistrz na pewno miał nie tęgą minę po zawodach.. Jest nad czym rozmyślać..

Zawsze rozpływam się nad tym jak Tomasz Gollob i Jarosław Hampel świetnie jadą w GP. Dziś niestety będzie cisza, bo i wspominać nie ma o czym. Widać dodatkowe pieniądze, które wyłożył Nasz Mistrz nie przełożyły się na wymierne wyniki. Wiem, ktoś powie, że wykrakałam.. No cóż, uprzedzałam, że tak może być. Że MISZCZ się nie dopasuje tak do końca. Cóż, może zostanę wróżką. Ponoć dobrze płatna fucha. Jarek Hampel mnie trochę rozczarował.. Liczyłam na trochę więcej z jego strony. Nie myliłam się tez co do wzrostu formy Kennetha Bjerre, któremu (względem wzlotów i upadków formy ) dziś wypadał ten "lepszy" turniej. Gdyby nie ta taśma, to może w finale by coś powalczył. W końcu miał dzień. Kolejnym moim trafnym stwierdzeniem w zapowiedzi była notka na temat Andreasa Jonssona. Jak pisałam w poprzednim artykule - czas by w końcu wyrobił jakąś "dwucyfrówkę". Nie zawiódł mnie tym razem i sprostał moim oczekiwaniom, a przynajmniej ich części. Prezentował się w Cardiff całkiem, całkiem. A już w ogóle nie sposób nie wspomnieć o kapitalnej walce Szweda z Gollobem. Po prostu genialna walka na torze. Gollob nie miał tej mocy w sprzęcie - niestety. Na początku zawodów mile zaskoczył mnie Kołodziej. Nawet myślałam, że uciuła te punkty do półfinałów. Zabrakło tak niewiele... No ale prognozy są dobre. Koldi nareszcie pokazuje, że nie będzie wiecznie przywozić samych zer. Napawa to optymizmem, bo przed nami dopiero półmetek zawodów o IMŚ. Wierzę, że będzie pociechą jeszcze w tym sezonie. Więcej spodziewałam się po Crumpie. Upatrywałam go nawet w finale. W sumie trudno się dziwić, że do niego nie dotarł, kiedy to w półfinale zostało mu pierwsze pole startowe. Było ewidentnie najgorsze. Bez dwóch zdań.

 "Rudy" tym razem nie pocieszony. Niestety był poza finałem.


Ewenementem samym w sobie jest dla mnie osoba Magnusa Zetterstroema. Ten przesympatyczny zawodnik znakomicie zaprezentował się i godnie zajął miejsce Łaguty ( co mimo ogromnej sympatii dla "Zorra", nie zmienia faktu, że ubolewam nad tym, iż Rosjanin nie mógł rywalizować w Cardiff). Z dorobkiem 9 punktów zakończył zawody w półfinale, pozostawiając za sobą miłe wspomnienia. Na pewno zadowolony jest także Tai Woffinden. W zeszłym roku był stałym uczestnikiem cyklu Grand Prix, jednak dzisiaj miał okazje jechać tylko jako rezerwowy. Wykorzystał swoją szansę w biegu 20, kiedy to zastąpił Duńczyka Nickiego Pedersena za dotknięcie taśmy. Przez pół wyścigu znajdował się na prowadzeniu jednak po kilku błędach na trzecim okrążeniu musiał uznać wyższość Chrisa Holdera. Kompletnie zawiodłam się na postawie Rune Holty. Jak mówił Robert Gęsiarz o swoim byłym podopiecznym? Wspominał, że Rune się "wypalił". Może mały wypoczynek i Norweskie fiordy ukoją jego parcie na mistrzostwo i podejdzie do tego z większym dystansem. jak widać "napinka" tylko mu szkodzi. Zresztą nie raz obserwowałam, jak sam zawodnik przygotowuje się do spotkań. Mega koncentracja, aż boję się pomyśleć, co wtedy siedzi w jego głowie. A nie od dziś wiadomo "jak za bardzo się chce to tez nie wychodzi". Mieliśmy dzisiaj tego przykład. Reszta zawodników w ogóle nie błyszczała, no może poza pierwszym startem Antonio Lindbaecka. Swój inauguracyjny bieg wygrał, potem jednak przywoził już tylko same zera. Był cieniem na tle innych.  Fredka Lindgren tez jakoś tak średnio - tylko 5 punktów. Podobnie zresztą Nicholls, ale jak już mówiłam po nim nie spodziewałam się jakiegoś specjalnie udanego występu. No i Harris... Miał powalczyć a tu ..... nic. Nie ma co dalej komentować. To nie był najlepszy występ Polaków. Niemniej jednak bardzo cieszy mnie wygrana Grega Hancocka, który wrócił na pozycję lidera i nad Tomaszem Gollobem ma 12-punktową przewagę.

Mina Rune Holty gdy zaproponowano mu odpoczynek od Grand Prix.. I wszystko jasne..

3 komentarze:

  1. Jak zwykle swietne........ale sobie weza wychowalem na swoim lonie,ktory skonczyl moja kariere blogera.



    Pozdro z Buczy

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zakończysz kariery słonko. Nie pozwolę na to! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też Ci na to nie pozwole , Za dobrze się czyta żebyś miał to kończyć ... Ola ciśniemy go pozdro z Leszna

    OdpowiedzUsuń