poniedziałek, 13 czerwca 2011

Grand Prix Danii: Gollob liderem po 4 kolejkach

 Na to czekali kibice z Polski, ubiegłoroczny mistrz przewodzi w stawce..
 
Wczorajsze zawody w cyklu Grand Prix na Parken w Kopenhadze były według mnie najciekawszą rundą tegorocznych zmagań o tytuł Indywidualnego Mistrza Świata. Tor był znakomicie przygotowany, kibice byli świadkami wielu mijanek – wszystko zarówno pod względem organizacyjnym, jak i sportowym, można rzec, było dopięte na ostatni guzik. Trudno jednak dogodzić każdemu.  Dziwi mnie, a raczej irytuje, kolejna nietrafiona, a może nawet spudłowana (nie bójmy się mocnych słów), wypowiedź nienasyconego Władzia Komarnickiego, „Prezesa Wszystkich Prezesów", który stwierdził, tuż po zakończeniu zawodów, że spodziewał się „większej walki”. Być może Pan Prezes był świadkiem innego spotkania? Może powinien pomyśleć o zmianie zainteresowań? A może po prostu, na skutek zmęczenia materiału, rzeczywistość miesza mu się z fikcją? Nie wiem. Gdyby jednak Władziu szukał nowego zajęcia, pełna troski i zrozumienia (przecież każdy ma prawo się zmęczyć od ciągłych wahań formy Zagara i Mroczki), proponuję wędkarstwo. To całkiem miłe hobby, które zapewni mu upragniony wypoczynek, a przy odrobinie szczęścia – pozwoli się nawet nasycić… Może wtedy nie będzie gadał od rzeczy. Krótki urlop chyba by mu się przydał.


Władziu już dziękujemy za Twoje wypowiedzi.. Idź na ryby, zapal cygaro.. Tylko proszę już nic nie mów..


Ale wracając na ziemię, do zawodów, tych właściwych zawodów, rzecz jasna, chciałabym podzielić się z wami swoimi, mam nadzieję trafnymi, a nawet trafionymi spostrzeżeniami. Otóż, jak można się domyślić, czytając moje wstępne uwagi, na brak emocji nie narzekałam. Śledząc wczorajsze widowisko, niejednokrotnie oczy niemalże wychodziły mi z orbit. Najbardziej chyba zacięty i obfitujący w niezwykłe obroty akcji, był chyba wyścig 6. Podobnie zresztą jak finał. Nie da się ukryć.
Emocjonująca walka do końca. Prawdziwa gratka dla kibiców speedway'a

Zapewne wszystkich Polaków cieszy zwycięstwo Tomasza Golloba, choć ja powiem szczerze nie byłam taka pewna jego wygranej. Bardziej chyba stawiałam w duchu na Jarka Hampela. Po prostu myślałam, że prezentując taką formę, jak dotychczas, jest w stanie powtórzyć sukces z zeszłego roku. Odnoszę wrażenie, że Jarek nie dostał się do finału trochę na własne życzenie. Przy wyborze pola startowego mógł wybrać pole czwarte. Byłoby ono dla niego znacznie korzystniejsze. Jeszcze jedną rzeczą, na którą chciałabym zwrócić uwagę, to dwie niezrozumiałe, jak dla mnie, decyzje sędziego. Komentować tego nie będę, bo każdy z Was już na pewno wyrobił sobie swoje zdanie na ten temat. Szkoda mi tylko Chrisa Harrisa, który został niesprawiedliwie wykluczony i to w takim momencie, kiedy właśnie wychodził na czoło stawki, wyprzedzając Pedersena. Ten przewrócił się na tor… A tak swoją drogą, Nicki mógłby chyba zostać aktorem, albo sparingpartnerem dla zawodników MMA, walczących w "klatkach", gdyby kiedyś żużel mu się znudził… Upadać już potrafi, kopać i uderzać również…



Kogo by tu dzisiaj wsadzić w płot.. Ooo ten krzywo patrzy, dziś jest mój..



Bardzo miło zaskoczył mnie Artiom Łaguta. Gdy siedziałam w pubie ze znajomymi i jeden z nich przed rozpoczęciem zawodów stwierdził, że Łaguta dzisiaj będzie w półfinałach, mówiąc delikatnie, wyśmiałam go. Nie wyobrażacie sobie nawet jaką miałam minę po 3 seriach startów. Kolega żartował, że miał "cynk" od Koroleva. Uśmialiśmy się przy tym, co nie miara, było naprawdę całkiem zabawnie. Nie sądziłam, że  Artiom pokaże się z tak dobrej strony. Nawet zaczęłam mu życzyć miejsca w półfinale. Niestety 2 ostatnie biegi i dwa zera ostatecznie zaprzepaściły jego szanse na dalszy występ. A szkoda. Taką dyspozycję jaką prezentował wczoraj chciałabym ujrzeć w Cardiff, byłoby zapewne o wiele ciekawiej. Myślę, ze za kilka lat kiedy Sajfutdinow i bracia Łagutowie przetrą szlaki w polskiej Ekstralidze i występach w GP, znacznie więcej klubów zacznie się interesować talentami, jakie można odkryć w Rosji. Póki co, kluby są bardziej skłonne do kontraktowania Skandynawów, Brytyjczyków czy Australijczyków, a to wielki błąd gdyż na wschodzie drzemie wiele nieodkrytych talentów (z racji braku dobrego sprzętu i sponsorów). Zobaczycie niebawem ilu zdolnych zawodników wypłynie z Rosyjskiej ziemi! Wspomnicie moje słowa!

 Jak dla mnie największa i najmilsza niespodzianka GP Danii. Czekam na więcej..

W Grand Prix Danii, o wielkim szczęściu może mówić "Dziki" Nicki, który dzięki słabszej jeździe Jonssona, Holty i Kennetha Bijerre w ostatniej serii, rzutem na taśmę zakwalifikował się do półfinałów. Co prawda miał dwa wykluczenia, ale moim zdaniem całkiem słuszne. Cieszę się, że Szwedzki arbiter nie bał się wykluczyć Duńczyka, tym bardziej w tak kontrowersyjnych sytuacjach i to na jego „własnej” ziemi. Czołówka jak zwykle spisała się świetnie. Co ciekawe, Jason Crump jakby przebudził się z letargu. Może ten dobry występ w Pradze był swoistym rodzajem przełamania się. Nie wiem, a raczej nawet wątpię, by "Rudy" miał w tym roku szansę na tytuł IMŚ, ale dobił już do czołowej czwórki i będzie ciekawa walka o brąz. Na prezentacji Jason był jakby nieobecny, a bynajmniej na takiego wyglądał. Ważne że odjechał swoje i zaczyna znowu istnieć w rozgrywkach z cyklu Grand Prix, bo nie oszukujmy się, do tej pory w tych rozgrywkach był jakby cieniem samego siebie. Martwi mnie bardzo postawa Janusza Kołodzieja. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że sam "Koldi" jest świadom tego, że w jego psychice dzieje się coś niedobrego. To już coś, bowiem nie każdy zawodnik jest w stanie przyznać się do własnej bezradności. Ważne, że stara się nad tym pracować. Niby specjalnych efektów nie widać, ale jak to się mówi "nie od razu Rzym zbudowano". Kołodzieja stać na wiele, co pokazał w ostatnim swoim biegu na Parken. Jest w stanie wygrywać z najlepszymi.

Janek powstań z kolan.. Potrafisz..

Fenomenalnie jak na razie radzi sobie Chris Holder i choć nie koniecznie za nim przepadam to naprawdę imponuje mi formą w tym sezonie i to się tyczy wszystkich lig, w których owy Australijczyk startuje. We wczorajszym Grand Prix nie było inaczej. Zachwycał jazdą i walecznością. Widać, że jest w stanie bardzo dobrze spasować się do zawodów. Ciekawa jestem jak długo jeszcze wytrzyma w takiej formie i czy czasem nie ujdzie z niego powietrze zanim zacznie się runda play off. Mile zaskoczył mnie również Chris Harris. Nie od dziś wiem, że lubi on jednodniowe tory a i w tym sezonie jedzie w miarę przyzwoicie. Szkoda, że został wykluczony. Jak już wcześniej wspomniałam, był to dla mnie wielki błąd sędziego.
Oczywiście nie zabrakło także upadków, które są nieodłączną częścią tego sportu. Najgroźniej wyglądający upadek miał miejsce chyba w wyścigu dwunastym, kiedy to motocykl Andreasa Jonssona na wejściu w luk nagle stracił moc. W bliskim kontakcie znajdował się Amerykanin Greg Hancock, który z całym impetem wjechał w motor Szwedzkiego zawodnika. Powiem szczerze, że na początku wydawało mi się, że pękł łańcuszek sprzęgłowy, jednak mogła to być też wina nie odkręconego kurka od paliwa. Cóż, złośliwość rzeczy martwych, bądź niedbalstwo teamu. W każdym bądź razie co by nie było przyczyną zatrzymania się motoru "Adrenaliny", upadek wyglądał naprawdę groźnie, a sam AJ skarżył się potem na ból ręki. Należałoby tu jeszcze wspomnieć o upadku Frediego Lindgrena, który również na wejściu w pierwszy łuk najechał na deflektor Janusza Kołodzieja. Winy Koldiego nie było w tym żadnej, a sędzia puścił powtórkę startu w czteroosobowym składzie, wraz z lekko poobijanym Lindgrenem, który zresztą wygrał restart tego biegu. O szczęściu mogą mówić również Chris Harris i Jason Crump, którzy w gonitwie dziewiątej uczestniczyli w niemniej groźnie wyglądającym wypadku.

   Nie mogłam się opanować : )

Nie sposób choć w paru słowach nie wspomnieć o fascynującej walce w finale. Gollob co prawda nie miał najlepszego startu, jednak wywieziony przez Crumpa na zewnętrzną część toru nabrał prędkości, by z pozycji czwartej po chwili znaleźć się już na prowadzeniu. Hancock początkowo jechał zaraz za "Naszym Mistrzem" ale wściekle atakowany przez Holdera i Crumpa spadł na ostatnią pozycję. Choć Amerykanin do ostatnich metrów ścigał Chrisa Holdera , niestety musiał uznać wyższość młodszego kolegi. Wszystkich Polaków cieszy zwycięstwo Tomasza Golloba, ponieważ przybliża go do obrony zeszłorocznego tytułu Mistrza Świata. Ja jednak osobiście życzę przesympatycznemu Gregowi Hancockowi wywalczenia IMŚ w roku 2011. A wiem, że jest w stanie tego dokonać.

  Tomasz Gollob liderem w klasyfikacji.. Cieszmy się bo Greg Hancock goni..

4 komentarze:

  1. Rewelacja,jak widac autorka rozwija sie z predkoscia swiatla...juz sie boje co bedzie dalej.Coz wtopilem...nawet nie probuje pisac swojego tekstu,chyba skopiuje ten i mam luz.
    Naprawde swietny wpis.Gratuluje.

    maly

    Pozdro z Buczy

    OdpowiedzUsuń
  2. hmm... pare wyścigów widziałem bardziej te z udziałem Artema no naprawde to było pozytywne zaskoczenie, życze mu utrzymania się w GP bądź kolejnej dzikiej karty bo ten sezon przejedzie dość testowo jednak w kolejnym będzie musiał, kazdy zawodnik uważać bo chłopak ma bardzo duży talent to co wyprawia jego brat w Częstochowie on zrobi to samo ale jeszcze bardziej widowiskowo ;) oby kolejne turnieje były owocne w punkty ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. 36 year-old Senior Editor Dolph Kinzel, hailing from Schomberg enjoys watching movies like Bright Leaves and Listening to music. Took a trip to Catalan Romanesque Churches of the Vall de BoíFortresses and Group of Monuments and drives a 911. hiperlacze

    OdpowiedzUsuń